Prawdziwi hydraulicy noszą niebieskie czapeczki

Woda, wszędzie woda. Hydraulicy rulez. Nie ma to jak leżeć sobie w łóżku popijając imbir z miodem, w ciepełku miejskiego samoobsługującego się mieszkanka, wiedząc, że to wieczór, piąteczek i nic przecież nie może się już zdarzyć. Szczególnie, gdy głowa nabita kamieniami, a w gardle kaktusy, gdyż angina. No chyba, że się odbierze o 21.00 telefon od spragnionych wypoczynku i wiejskiej sielanki turystów, którzy właśnie dojechali do Modrej Chaty, weszli do środka a tam… basen. Dzieje się w Modrej Chacie – warsztaty robienia czapki na drutach. Tadam!

No cóż, rok pod znakiem wody więc i boiler nie wytrzymał. Ciśnienie mu skoczyło i stwierdził, że ma dosyć. Ok. Uznaję. Tylko dlaczego właśnie teraz, kiedy wszyscy okoliczni hydraulicy są już po trzecim, gdyż piąteczek, ja 60 km od miejsca wydarzeń, a do chaty przyjechali rozentuzjazmowani Prullowicze robić czapki na drutach? A woda płynie, płynie, płynie zbierając ze ścian ceramiczne ryby i nikt nie wie gdzie jest zawór odcinający. Skanuję w głowie mapę Modrej, szukając między rozżarzonymi kamieniami czerwonych zaworowych motylków. Wraz z ekipą Prullowych warsztatowiczów włączamy zdalne sterowanie i zakręcamy wszystkie po kolei czekając co będzie…..i nic. Woda płynie, płynie, płynie. I wtem przypominam sobie, że przecież jest jeszcze Ksiażę Zbychu. Dzwonię. Już piżama, ale „to się da”, gdyż Książę Zbychu złote serce ma. U jego żony Bożenki właśnie (Cappo di tutti capi ) można zakupić jaja od szczęśliwych kur.  Alleluja!  Już po chwili satelity prowadzą Karolinę przez lasy i pola, po nitce do kłębka wprost pod dom księcia Zbycha. Ciemno wszędzie głucho wszędzie, woda odcięta, boiler do wymiany, gdyż cośtamcośtam.

Niestety nie mogłam uczestniczyć w warsztatach osobiście, gdyż wiadomo, ale podobno, było fajnie…mimo niezwykłego wodnistego chrztu na przywitanie. Agnieszka twierdzi, że była to szybka, nieoczekiwana integracja uczestników i że potem było już tylko modrze. Następnego dnia zrelaksowani hydraulicy zrobili, co trzeba, by znów z kranów leciało ciepełko, Prullowicze dziergali modre czapeczki, Kamil oddawał się sztuce piromańskiej, mi znów zmienił się stan konta w kierunku niepożądanym, a sąsiad ucieszył się z kawałka złomu. Ja też się cieszę z kawałka złomu, ale tego który zawisł ponownie w łazience.  Tylko jesień z tego wszystkiego wyłysiała.  Mówiłam już, że najfajniejsi turyści to Ci, którzy odwiedzają Modrą Chatę? I z tego się najbardziej cieszę!  Poza tym tu się dzieje!  Muito obrigado dla Prulli i jej ekipy ❤ !

Reklamy