Jesień w Modrej Chacie

bo poranne mgły i rosa, bo odlot ptaków, bo babie lato, bo włoskie orzechy, bo zachody słońca, bo zupa w dyni, bo zapach i żar kominka, gorąca herbata i muzyka, bo ciepła szarlotka i ciasto czekoladowe,  bo korale z jarzębiny, bo pająki i perły, bo soczysty błękit nieba, bo złote liście, bo grzyby, bo klangor żurawi, bo cisza, bo pożegnanie, bo przemijanie, bo nostalgia i nadzieja. Bo to wszystko przepięknie odchodzi, by za chwilę wrócić. Dlatego warto.

Dla mnie jesień jest największą twardzielką z wszystkich pór roku. Jest piękna, mądra i odważna. To ona bierze na siebie  trudną decyzję, żeby przestać biec i pokochać nasze wszystkie barwy. Z pokorą i stalowymi nerwami oddaje piękno w jego złotym okresie rozwoju, by dać mu odpocząć. Ze spokojem i wdziękiem na koniec swojego panowania zaprasza turpistyczne demony, by chronić wartości przed spowszednieniem i zatraceniem.  Swoją bolesną decyzją ułatwia zimie przygotować białe płótno, gdyż łatwiej zamalować brzydotę niż  przesycony pięknem świat. Nam stwarza okazję, by dotknąć tęsknoty, śmierci i smutku, by tym mocniej potem poczuć życie i radość , którą namaluje wiosna. Jesień mądrze czuwa nad homeostazą naszych emocji i wartości.Tym samym mówi nam, rok w rok, że nadzieja w ogóle nie umiera, a śmierć jest tylko stanem przejściowym i ma swój sens.

Pokaz slajdów wymaga JavaScript.

Reklamy

Wakacje, czyli słomki i macki

Dla mnie wakacje to bardziej stan umysłu, tak samo jak czas i przestrzeń. Mogę je odczuwać bardziej, mniej lub w ogóle. Zależy to tylko od mojej decyzji i potrzeby. Im więcej zmysłów zaprzęgam do pracy, tym bardziej wakacyjnie. Wakacje są więc rodzajem pracy zmysłów. To takie słomki, przez które siorbię świat, nie przejmując się czy to wypada czy nie. To takie macki, którymi badam jego temperaturę i strukturę.

Słomki i macki nie rozumieją pojęć takich jak miejsce, zegar, kalendarz, moda, system edukacji, harmonogram czasu pracy, roczny plan finansowy.

Słomki i macki są też bezmyślne. Muszą być. W innym przypadku niestety musiałyby tymi wszystkimi pojęciami się przejmować.

Słomki i macki niczego nie oczekują. Nie mogą. Tylko wtedy „ciekawość” siorbania i macania pozostanie ciekawością, tylko wtedy jest tajemnica i permanentne zaskoczenie. Nawet w zwykłości, codzienności i prostocie.

Są też wrażliwe i uważne. Dlatego ich sprzymierzeńcami są zmysły..dzięki nim słyszymy własne i cudze serce, mamy motyle w brzuchu, gęsią skórkę, mokre oczy i radość porannego wstawania.

I….co najważniejsze słomki i macki są elastyczne. Można je zwinąć i nosić w kieszeni. Wszędzie i zawsze.

Wakacje mogą być wszędzie i zawsze. Życzę sobie i tym, dla których moja wersja wakacji jest bliska, żeby wasza wakacyjna czasoprzestrzeń rozciągnęła się na całe życie i żeby pojęcie „wakacji”  jakie nam wpoiły media i różne „mądre” systemy wartości porządkujące nasze życie wyparowało bezpowrotnie.

Błękitny odcień lata

Rzepak znów w żółcieniach, ale te już nie krzyczą. Są ciche, nasycone ciepłem i spokojem. Inkubują powolnie i w skupieniu plony, by się za moment wysypać oznajmiając, że znów się udało. Chwytam chwile i promienie słońca. Mówią, że mało tego u nas. Ale czy ja wiem…podejrzewam, że ciepła brakuje niektórym w Sudanie a samotnych nie brak w centrum Tokio. Lubię to letnie wydanie dusznej nostalgii. Lubię, gdy przyjeżdżają turyści i mówią, że chcieliby, żeby padało. Lato maluje nowe obrazy. Sucho i szeleszcząco. Upalna cisza ciąży na powiekach i cały świat jest z przymrużonym okiem. Szczególnie jak nie wiadomo kto tu jest na wakacjach, a kto w pracy. Szczególnie, gdy krokodyl nie mieści się w bagażniku, a orka ledwo dycha na piachu. W trawie ciągle nie wiadomo co piszczy. A potem spada zimny deszcz i syczy na spalonej słońcem skórze.

Szkoda tylko, szkoda tylko, że u pszczelarza 60 pustych uli. Tylko one czekają z utęsknieniem na jesień i zimę, a z nadzieją na wiosnę. Może jeszcze, może jeszcze kiedyś poczują znów pełnię. Tylko one się modlą, by znów nie było rzepaku, a człowiek poszedł po rozum do krowy…cytując M.Peszek.

bo nic tak nie podkreśla samotności jak letnia radość kołysząca w sobie dojrzewające owoce.