Nudzimisia i Rodzinka Piegusów.

Wycinam szablon modrego ptaka a w tle melodia „nudzi-mi-się”. Horror vacui dopada nas wszystkich, bez względu na wiek. Wierząc dogłębnie , że nuda to stan błogosławiony zagryzam zęby i nie żałuję. Gdyż pióra z ogona modrego ptaka w rękach nudzącej się 10-latki nie chcąco zamieniają się w Rodzinkę Piegusów.

– Dlaczego ten ptak ma taki ogon?

– Nie wiem. Dlaczego to jest rodzinka piegusów

– Nie wiem.

Pokaz slajdów wymaga JavaScript.

Reklamy

horror vacui & amor vacui

Wyglądając przez majowe okno Modrej Chaty można stwierdzić, że ktoś popełnił trzy ruchy pędzlem. Od góry chlapnął błękit,  Poniżej wielkie plamy kojącej zieleni, z dnia na dzień zmieniającej się z niewinnie wiosennej w soczyście ociężałą….zdecydowanie położonej szpachlą ” na gęsto”. Wszechobecne kobierce żarówiastego rzepaku prosto z tubki, powoli dają wytchnąć oczom gaszone nieubłaganym przekwitaniem….jakby ktoś nie domył pędzli z czarnej farby. Dziś mijając rowerem  sąsiada uprawiającego pole zamówiłam na za rok len. Czy znikłby horyzont? `I właściwie nic więcej za tym oknem nie ma. Taki prosty obrazek, szczególnie jak nie włożysz okularów i widzisz to z gaussowskim filtrem lub impresjonistycznie przymrużysz oko. Gdy jednak postanowisz porobić nic, do czego nieustająco będę namawiać i położysz się na łące brzuchem do góry lub do dołu,  może się okazać, że dopiero wtedy zaczynie się niesamowita historia z cyklu horror vacui, która w dodatku może zmęczyć.Może to jest wytłumaczenie tęsknoty do równych monochromatycznych trawników wyrażających „amor vacui” ? Obcowanie z przyrodą, która i tak tętni własnym rytmem nie zważając jakimi teoriami ją poszufladkujemy dla mnie mieści w sobie obydwa pojęcia. Może być energetycznym tłem dla naszego wewnętrznego świata- plamą bezkresnego i bezmyślnego błękitu, czy kojącej zieleni. Jednocześnie, gdy tego zapragniemy, pozwala się zbliżyć, dzieląc się z nami najmniejszymi szczegółami swojej przebogatej historii. Uważnie słuchając i wnikliwie patrząc można zapomnieć o pojęciu samotności, które to przecież my wymyśliliśmy.

*horror vacui lęk przed pustką, amor vacui-jej uwielbienie (więcej na ten temat dowiesz się klikając na link)

Modre oczy wokół Modrej Chaty z lotu ptaka- czyli wszystko o okolicznych jeziorach

Pytacie o jeziora. Proszę bardzo. Modra Chata jest gdzieś pomiędzy trzecim i czwartym… tam w tym rzepaku…..Z lotu ptaka dzięki Flying Machine

Duży Mergiel – najbliższe i najfajniejsze usytuowane w centrum wsi 1,5 km od nas. 5 minut rowerem, 15 spacerem.

Jak ktoś potrzebuje kąpieliska strzeżonego i się stęskni za konsumpcyjnym ściskiem, frytkami i flipperami to 4km za lasem jest słynne i głośne Borówno. Piękne jezioro, co widać dopiero przed i po sezonie…i wtedy je polecam najbardziej. 20 minut rowerem, samochodem…ciężko powiedzieć, zależy jak długo będziecie parkować.

Poza tym jest kilka małych i urokliwych, ale dzikich.

NIEBIESKI PTAK

I wtem na dachu Modrej Chaty siadł Niebieski Ptak. Fajnie, bo w końcu mogłam przyjrzeć mu się z bliska. Tyle złego o nim słyszałam, a taki piękny. Coś mi zawsze nie pasowało. Mówili, że nierób, darmozjad, że truteń i lekkoduch. Tymczasem po spiciu z nim paru herbat odkleiłam tę kłamliwą etykietkę z tego cudownego stworzenia. Opowiedział mi o tym jak wzlatując ku górze widzi z podniebnej perspektywy piękno tego świata. O tym, że prawdziwą radością i bogactwem są rzeczy duchowe, które możemy czuć i przeżywać. O miłości, przyjaźni, poświęceniu, nieśmiertelności. Przywrócił mi optymizm i głęboką wiarę, że dzięki patrzeniu z tej perspektywy, możemy cieszyć się pracą, właściwie wybierać, przeżywać życie jako coś pięknego i niezwykłego oraz mądrze i wdzięcznie żonglować materią tego świata. Że tylko z podniebnej perspektywy można dostrzec te prawdziwe marzenia i potem je realizować na ziemi.

Na koniec zdradził mi, że podniebne loty można zaznać tylko w trakcie wypoczynku, doskonaląc sztukę robienia NIC (stąd te plotki i pomówienia na jego temat). Niech więc Niebieski Ptak stanie się ojcem chrzestnym Modrej Chaty, opiekując się nią właśnie w tym duchu.

Tym samym niebawem wyląduje na jej logu 😉

Herbata zaparzona wodą z pobliskiego źródełka, zagryzana rybami oczywiście. Lokalny specjał:

Ewangelia wg św. Mateusza 6, 25-30

„ Nie troszczcie się zbytnio o swoje życie, o to, co macie jeść i pić, ani o swoje ciało, czym się macie przyodziać. Czyż życie nie znaczy więcej niż pokarm, a ciało więcej niż odzienie? spójrzcie na ptaki niebieskie: nie sieją ani żną i nie zbierają do spichrzów, a Ojciec wasz niebieski je żywi. Czyż wy nie jesteście ważniejsi niż one? Kto z was przy całej swej trosce może choćby jedną chwilę dołożyć do wieku swego życia? A o odzienie czemu się zbytnio troszczycie? Przypatrzcie się liliom na polu, jak rosną: nie pracują ani przędą. A powiadam wam: nawet Salomon w całym swoim przepychu nie był tak ubrany jak jedna z nich.”

Potem już tylko niebo.

Rajska Jabłoń właśnie gubi płatki. Owoce, jak co roku, będą małe , cierpkie i trudne do zgryzienia….ale piękne i obłędnie czerwone. Pisali o tym nawet w Biblii. Zdarzyło mi się raz nawet je zamknąć w słoiku wcześniej zalewając lukrem. Słoik stoi wciąż w piwniczce.

Drugi plan to Orzech Włoski, najpóźniej wypuszcza liście i najszybciej je gubi. Wiadomo – Południowiec. Wyhodowany  przez śp. dziadka Stacha, który był z zamiłowania pasjonatem ogrodnictwa. Dzięki niemu w latach 80-tych zajadaliśmy się melonami a na parapetach rosły bananowce. Niestety nie było mu dane zobaczyć tego cudownego miejsca, czego bardzo żałuję. Tymczasem orzech od dwóch lat owocuje i przypomina mi o tym, że w istocie jesteśmy nieśmiertelni. To chyba najwspanialszy owoc dziadka.

Plan trzeci to Rubinia, zwana potocznie akacją. Moje ulubione drzewo. Długo byłam jednak zawiedziona, gdyż kupiona w ogrodnictwie, sztucznie wymodulowana, szczepiona na wysokim pniu odmawiała kwitnienia i z roku na rok zamieniała się w jakiś dziwny kopułowaty twór, niczym nie przypominający znanych mi, zmysłowych, ażurowych, wdzięcznych akacji. Na szczęście siła natury jest tak wielka, że trzy lata temu wypuściła podziemne pędy, co zaowocowało tym, że wokół niej jest ich teraz kilka. Takich właśnie dzikich, frywolnych, z kolcami i pięknie kwitnących. To ważna, symboliczna historia. Szczęśliwa, gdyż zapach kwiatów robi z głową coś niesamowicie przyjemnego. Poza tym: „kocha-lubi-szanuje-nie dba-nie chce-żartuje”. Pamiętacie?

Forsycja. Nie trzeba komentować. Właśnie gubi ostatnie żółte płatki, tym samym zwalniając miejsca w tle rzepakowi.

Modra Chata. In progress.

Potem już tylko niebo.

 

START

Chata już jest. O tym jak staje się modrą opowiedzą najbliższe wpisy. Tu również będziecie mogli się dowiedzieć co się w niej dzieje i jak zmienia się wraz z porami roku przestrzeń wokół. Przez najbliższy miesiąc trwać będą modre przygotowania, ale można już powoli rezerwować pierwsze noclegi….